Witam. Wolałabym podesłać głosówkę, bo ciężko opisać… ale postaram się.
Noc 27.07.2025 r., godzina około 00:30–01:03, miejscowość Zawory, ul. Jeziorna 11, niebo chyba wschodnie.
Siedzimy z mężem na tarasie, mąż mówi, że chyba burza idzie – patrzę, faktycznie, jakaś sucha burza i poświata. Zero odgłosu czegokolwiek. Jednak po chwili wstałam i mówię do męża: „to nie burza”. Pyta: „A co?” – „Nie burza!”
Patrzymy – niebo nad nami pochmurne, ale nie gęste, gdzieniegdzie przebijają gwiazdy. Za tymi chmurami widać jakby suchą, cichą burzę, ale w miejscu – w jednym miejscu, za chmurami. Kolejne 2–3 minuty niebo dosłownie zaczęło tańczyć! Prawa strona, od góry do dołu – trzy światła: pyk, pyk, pyk od góry do dołu, ciemno i znowu: pyk, pyk, pyk, ciemno – i nagle te trzy światła tańczą w prawo i w lewo, góra i dół. Tak parę minut na zmianę. Między każdym incydentem ciemno i cicho z 2–3 minuty i znowu – sucha i cicha burza, przemieszczające się światła z prawej do lewej i poruszające się „okręgi” tańczące na niebie. Wołam dzieci: „Dzieci, niebo tańczy!” Przybiegły i patrzą. Cieszę się, że nie tylko ja to widziałam, bo by powiedzieli, że sfiksowałam!
Nagle po tańcach te trzy światła – „kręgi” – ułożyły się w trójkąt! Obróciły się i znikły, trwało to może z 30 sekund. I znowu cisza przez kolejne 2–3 minuty i powtórka.
Pomyśleliśmy: reflektory, lasery itd. – ale to niemożliwe, nic nie było widać z ziemi! Nic nigdzie się nie świeciło! A co najważniejsze – to coś przemieszczało się razem z chmurą.
Po tych 30 minutach niebo nad nami zrobiło się przejrzyste, było widać gwiazdy, przestało być pochmurne. Chmury, które oddalały się, zabierały to coś ze sobą i dalej tańczyło. Na końcu znikło – niebo było po prostu pochmurne w oddali. Mieliśmy wrażenie, jakby coś bawiło się z nami zza chmur. Nigdy nie widzieliśmy czegoś takiego!